MotoGP, Marquez zwycięża w Malezji, Rossi na deskach. Bagnaia i Martin mistrzami świata!

Opublikował redaktor, 5 lis 2018

Przedostatni weekend MotoGP w tym sezonie obfitował w emocje w każdym z trzech wyścigów na torze Sepang w Malezji. W królewskiej kategorii zwyciężył Marc Marquez, drugi był kierowca Suzuki – Alex Rins, a na najniższym stopniu podium stanął zawodnik Monster Yamaha Tech 3, Johann Zarco. W końcowej fazie wyścigu, upadł Valentino Rossi, który prowadził przez większość wyścigu. W niższych kategoriach, Jorge Martin i Francesco Bagnaia, zapewnili sobie tytuły mistrzowskie.

Wyczucie limitu Marqueza

Kolejny weekend i kolejny wyścig, w którym Marc Marquez zaprezentował wszystkie swoje umiejętności fenomenalnej jazdy motocyklem. Dodatkowo aż czterokrotnie w czasie całego weekendu, mogliśmy spojrzeć jak aktualny mistrz świata ratuje się z opresji i nie przewraca się w momencie, gdzie inni zawodnicy prawdopodobnie by już leżeli. Swój perfekcyjny weekend, Hiszpan przyćmił błędem w kwalifikacjach, kiedy zablokował będącego na szybkim okrążeniu Iannone, po czym został cofnięty na polach startowych o sześć pozycji.

Próbkę umiejętności Marqueza i różnicę między innym zawodnikiem, mogliśmy zobaczyć już na samym początku wyścigu, gdy w ostatnim zakręcie, Marquez zaliczył uślizg przodu swojego motocykla, po którym jednak zdołał się wybronić. W tym samym momencie, prawie synchronicznie stracił przód również Andrea Iannone, Włoch z kolei upadł. Dalsza część wyścigu to mordercza pogoń za prowadzącym Rossim i jazda na limicie obu zawodników, którą również wytrzymał tylko Marquez i do swojego dorobku, dorzucił kolejne zwycięstwo.

Klasa i dojrzałość Rinsa

22-latek z Barcelony, sięgnął w niedzielę po drugie miejsce i najszybsze okrążenie w wyścigu, wyrównując swój dotychczasowy, najlepszy rezultat z Assen, z tego sezonu. Dodatkowo to szósty wyścig z rzędu, gdy Rins melduje się w pierwszej szóstce, dzięki czemu w klasyfikacji generalnej awansował na piątce miejsce, w swoim drugim sezonie w MotoGP. Rins w dzisiejszym wyścigu naprawdę pokazał, że wraz z Suzuki są w stanie regularnie walczyć o podia, a styl, w jakim wywalczył dziś drugie miejsce pokazuje, że Hiszpan pełnoprawnie dołączył do najlepszych zawodników na świecie.

Kiedy podczas wizyty w Brnie, zapytałem go, czy jest gotowy na bycie numerem jeden w Suzuki w przyszłym sezonie, w związku z tym, że to dopiero jego drugi sezon w MotoGP i będzie tym starszym w ekipie, bez zawahania odpowiedział: „Tak, czuje, że jestem przygotowany, aby być numerem jeden w Suzuki i jestem na to gotowy, również pod kątem rozwoju motocykla.”.

To, co powiedział, potwierdza teraz na torze, zaczyna bardziej rozumieć sposób jazdy czołówki, rozumie jak powinno się zarządzać oponami, aby być mocnym w końcówce, tak jak dziś wyprzedzając pod koniec wyścigu Johanna Zarco, z którym niegdyś walczył o miejsce w Suzuki w MotoGP. Dodatkowo Rins prezentuje dość specyficzny styl jazdy, momentami ślamazarny, przypominający styl zawodników z przed kilku ładnych lat, ale jest przy tym niezwykle szybki i dojrzały, jak na swój wiek i drugi sezon w MotoGP.

Upragnione podium Francuza

Aż dwunastu wyścigów potrzebował Francuz, Johann Zarco, aby powrócić na podium, po kryzysowej środkowej części sezonu. Rok 2018, to niemal kalka ubiegłego sezonu, ponieważ w sezonie 2017, Zarco od ostatniego podium, czekał jedenaście wyścigów i przełamał się właśnie w Malezji, również trzecim miejscem. W ubiegły weekend, Zarco upadł przy prędkości blisko 300km/h, a dzisiaj stanął na podium, za co należą mu się podwójne brawa. Franuz na torze Sepang, czuje się jak ryba w wodzie, ostatnie cztery lata to dwa zwycięstwa w Moto2 i dwa trzecie miejsca w MotoGP, gdzie w solidnym stylu, powoli żegna się ze swoją M1-ką i z zespołem Tech 3.

Niedzielny wyścig, startujący z pole position Francuz, rozpoczął od mocnego tempa, praktycznie koło w koło podążając za prowadzącym Rossim, co pomogło w odskoczeniu od rywali i ostatecznym podium, ale nie pozwoliło na zachowanie odpowiedniej przyczepności opon, do końca wyścigu. Zarco opowiedział, że w końcowej części nie był w stanie utrzymać tempa, ponieważ tylna opona była bardzo zniszczona i w samej końcówce Rins odrabiał od niego, niespełna pół sekundy na okrążeniu. Zarco aktualnie zajmuje szóstą pozycję w generalce, zrównując się z Rinsem, a dodatkowo wskoczył na fotel lidera w klasyfikacji kierowców niezależnych, co bardzo ucieszyło Francuza.

Pech „Doktora”

Nie w taki sposób miała zakończyć się niedziela dla Valentino Rossiego, który godzinę wcześniej świętował pierwsze zwycięstwo swojego brata – Luci Mariniego, oraz tytuł podopiecznego akademii VR46 – Pecco Bagnai w Moto2, a kilka chwil później sam zmierzał po zwycięstwo w wyścigu o Grand Prix Malezji. Trzeba przyznać, że nikt nie spodziewał się, że Rossi będzie w stanie prowadzić wyścig tak długo, a co najważniejsze przy tak szybkim tempie.

Yamaha w rękach Rossiego, wyglądała jak za starych dobrych czasów, dysponowała świetnym przyspieszeniem i była silna na wyjściach z zakrętów. Rossi był najbliżej zwycięstwa, w całym sezonie i z żalem obserwowaliśmy jak upada, na pięć okrążeń do mety, popełniając pierwszy tak poważny błąd w sezonie, to jednak podkreśla, że stary lis wciąż może być bardzo szybki i nadal jest głodny zwycięstw. Cieszy również fakt, że w Malezji konkurencyjne były aż trzy Yamahy, co tylko dobrze prognozuje przed zimową przerwą i nowym sezonem.

Wyjątkowy weekend Syahrina

Malezyjczyk, Hafizh Syahrin został dziś bohaterem publiczności zgromadzonej na torze Sepang, przebijając się w wyścigu, aż o trzynaście pozycji i finiszując w pierwszej dziesiątce. Na początku tego sezonu, Syahrin został pierwszym reprezentantem Malezji, startującym w kategorii MotoGP, gdzie wiele osób nie do końca wierzyło w jego umiejętności, jednak Syahrin potwierdza, że posiada potencjał, aby być częścią padoku MotoGP.

Domowy wyścig zawsze generuje u zawodników dodatkową motywację i wolę walki, jednak ten był wyjątkowy, patrząc na to jak wielu fanów ma w sowim kraju Syahrin. Kiedy na polach startowych, kibica skandowali jego imię, on ze wzruszenia, zwyczajnie się rozpłakał – jak stwierdził po wyścigu, na trybunie zobaczył swojego ojca. Malezyjczyk startował z ostatniej pozycji, ale po atomowym starcie, z pierwszego zakrętu wyjechał już na dwunastym miejscu.

Dzięki świetnej jeździe, na dobrze znanym dla siebie torze, udało mu się wyprzedzić dwójkę zawodników i finiszować w pierwszej dziesiątce. Po wyścigu, Syahrin cieszył się, jakby wygrał wyścig, szczególnie dziękując publiczności i załodze swojego zespołu. Celem Hafizha, przed ostatnią rundą jest odrobienie dziesięciu punktów do Franco Morbidelliego w klasyfikacji debiutantów i godne pożegnanie się z zespołem Monster Yamaha Tech 3.

 

Finał sezonu MotoGP, za dwa tygodnie w Walencji. W królewskiej kategorii najciekawiej zapowiada się walka o trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej, obu zawodników fabrycznego zespołu Yamahy oraz walka o piąte miejsce, gdzie między piątym Rinsem, a ósmym Petruccim, różnica wynosi zaledwie pięć punktów.

 

Autor: Dominik Zajączkowski
Fot. Krystian Polak 
©2018 MSFOTO.PL – All Rights Reserved